Jakiś czas temu do drzwi mojego mieszkania zapukała dziewczyna zbierająca podpisy na liście poparcia dla Bronisława Komorowskiego. Kiedy odmówiłam, zapytała zaskoczona „Dlaczego nie chcesz? Przecież jesteś młoda, jesteś naturalnym elektoratem PO”. Odparłam jedynie, że niczyim naturalnym elektoratem nie jestem. Zawiedziona moją odpowiedzią rzuciła jeszcze w przestrzeń mieszkania hasło „Zbieram podpisy dla Komorowskiego” z nadzieją, że mieszka ze mną jakiś inny naturalny elektorat. Na próżno.
Podobna sytuacja miała miejsce następnego dnia. Tym razem do moich drzwi zapukał zwolennik Jarosława Kaczyńskiego z listą poparcia w ręku i tekstem „W obliczu tego co się stało 10 kwietnia wypada poprzeć kandydata Prawa i Sprawiedliwości”. Czytaj więcej…
Dawno, dawno temu, był sobie „komputer”. Relatywnie szybko zyskał on sobie stałe miejsce w naszym życiu. Kolejne przywileje posypały się jeszcze prędzej. Zaczęliśmy go ze sobą wszędzie zabierać, przestając się z nim rozstawać choćby na chwilę- przecież w telefonie zajmuje tak mało miejsca. Teraz oglądamy przez komputer rzeczywistość, tagujemy sobie świat, zmniejszając zarazem przestrzeń i zacierając granice. Niebawem komputer stanie się integralnym elementem naszego wyposażenia, takim jak zegarek, czy okulary, bez których tracimy orientację i czujemy niepokój. Najlepiej będzie wszczepić sobie komputer, aby mieć absolutną pewność, że trafimy dzisiaj do pracy, bo bez Google Maps czujemy się bezradni. Czy postęp technologiczny jest dla nas zagrożeniem? Jeśli tak, to jak się na niego przygotować i czy należy z nim walczyć? W Chinach walczą, walczą w sposób, który mnie absolutnie przeraził. O obozach przetrwania dla uzależnionych od Internetu przeczytałam w „WIRED”. Niby poważny magazyn, ale może tym razem coś im się pomyliło? Czytaj więcej…