Internauta też wyborca

Maj 26, 2010 napisane przez Paulina Kitlas Zostaw komentarz Idź do komentarzy

Jakiś czas temu do drzwi mojego mieszkania zapukała dziewczyna zbierająca podpisy na liście poparcia dla Bronisława Komorowskiego. Kiedy odmówiłam, zapytała zaskoczona „Dlaczego nie chcesz? Przecież jesteś młoda, jesteś naturalnym elektoratem PO”. Odparłam jedynie, że niczyim naturalnym elektoratem nie jestem. Zawiedziona moją odpowiedzią rzuciła jeszcze w przestrzeń mieszkania hasło „Zbieram podpisy dla Komorowskiego” z nadzieją, że mieszka ze mną jakiś inny naturalny elektorat. Na próżno.

Podobna sytuacja miała miejsce następnego dnia. Tym razem do moich drzwi zapukał zwolennik Jarosława Kaczyńskiego z listą poparcia w ręku i tekstem „W obliczu tego co się stało 10 kwietnia wypada poprzeć kandydata Prawa i Sprawiedliwości”. Niestety, wydarzenia z 10 kwietnia 2010 roku w żaden sposób nie przekonują mnie o wyższości kandydata PiS nad innymi, więc i tym razem nie złożyłam swojego podpisu.

Parę dni później Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 10 kandydatów na prezydenta, a kampania wyborcza zaczęła się na dobre. Natomiast ja, tak jak setki innych młodych ludzi, stanę niedługo przed koniecznością wyboru, na kogo 20 czerwca oddać swój głos. Z przykrością jednak musze stwierdzić, że kandydaci na prezydenta wcale mi tego wyboru nie ułatwiają.

Dobra rada wujka Baracka

Młodzi ludzie zawsze byli tą grupą wiekową, która swój głos w wyborach oddawała najrzadziej. Sytuacja zmieniła się jednak w 2007 roku, kiedy to w wyniku różnych akcji zachęcających młodzież do wzięcia udziału w wyborach odnotowano rekordową frekwencję, a Platforma Obywatelska, która kierowała cześć przekazów do ludzi młodych oraz była naturalnym beneficjentem akcji „zabierz babci dowód”, odniosła ogromny sukces. Wydawałoby się, że wydarzenia te nauczyły specjalistów ze sztabów wyborczych jednego- młodzież warto aktywizować, ponieważ to ich głosy mogą być rozstrzygające dla wyniku wyborczego.

Druga lekcja miała przyjść rok później zza oceanu, gdzie Barack Obama za pomocą ogromnej kampanii internetowej zdołał nie tylko przekonać do siebie młodych wyborców, ale i zebrać gigantyczne wręcz fundusze na prowadzenie swoich działań.
Bez wątpienia możemy powiedzieć, że Internet jest świetnym kanałem komunikacji pomiędzy kandydatem, a wyborcami poniżej 35 roku życia. Oczywiste więc było dla mnie, że wraz ze startem tradycyjnej kampanii wyborczej ruszy też część działań prowadzonych on-line. Niestety, bardzo szybko przyszło mi się rozczarować. Bez wątpienia w Internecie łatwo zauważyć, że zbliżają się wybory, jednak to nie za sprawą kandydatów, lecz wyborców.

Przekleństwo działań na pół gwizdka

Palmę pierwszeństwa w tej kategorii dzierży Facebook, na którym powstały już dziesiątki grup agitujących na rzecz kandydatów. Powstały najróżniejsze fan page skupiające zarówno przeciwników, jak i zwolenników kandydatów. Wszystkie one ilustrują jedno. Serwisy społecznościowe potrafią agregować poparcie, a z uwagi na swój charakter (zdecydowana większość userów portali społecznościowych, to ludzie poniżej 35 roku życia) mogą być doskonałym narzędziem docierania z przekazem do młodych wyborców. Potencjał ten pozostaje jednak niezagospodarowany przez sztaby wyborcze.

Cześć z nich uruchomiło już fan page kandydatów, jednak sposób ich prowadzenia pozostawia wiele do życzenia. Zapomniano bowiem, że strona taka nie ma być jedynie miejscem, w którym opisuje się przebieg kampanii tradycyjnej, a przede wszystkim platformą dialogu. Wyborcy pytają – kandydat odpowiada. Uzyskuje się dzięki temu nie tylko wrażenie skrócenia dystansu pomiędzy wyborcą, a kandydatem, ale i możliwość odpowiedzenia na wątpliwości, jakie targają wyborcą. Dzięki takiej strategii wyborcy nie czują się anonimowo, co zwiększa prawdopodobieństwo, że w dniu wyborów będą zmotywowani od oddania głosu na swojego kandydata, bez względu na to, co mówią sondaże przedwyborcze.

Tymczasem oficjalne fan page kandydatów wyglądają jak zwykłe strony internetowe z aktualnościami dotyczącymi kampanii wyborczej. Ktoś do kilku razy dziennie pisze nowy status, pod którym pojawiają się pytania internautów, pytania na które nikt ze sztabu nie odpowiada, co daje wrażenie rzucania grochem o ścianę. Wygląda to tak, jakby ktoś z doradców czytał coś o kampanii Baracka Obamy, ale nie doczytał do końca. Na portalach społecznościowych nie wystarczy się pojawiać, ale trzeba faktycznie w nich uczestniczyć – odpowiadać na pytania, wchodzić w interakcje z użytkownikami, dziękować za każdy głos wsparcia. To na takich właśnie działaniach zbudował poparcie Barack Obama.

Blado wypadają również strony internetowe. Niby mają być interaktywne, bo dla przykładu strona Bronisława Komorowskiego wita nas dźwiękiem i mobilnym obrazem przedstawiającym kandydata, ale efekt jest raczej komiczny niż perswazyjny. Dziwi również dział „I coś jeszcze”, gdzie można zostawić swój ślad poparcia, czyli po prostu wgrać zdjęcie, które potem pojawia się na zdjęciu razem z Bronisławem Komorowskim. Zresztą sama nazwa działu dobrze obrazuje brak zrozumienia przez sztabowców celowości tego typu działań. Pewnie wynika to stąd, że któryś z nich kiedyś usłyszał, że Barack Obama dzięki interaktywnej stronie wygrał wybory.

Sztabowców modlitwa o deszcz

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że młodzi ludzie w swoim wyborze nie będą się kierowali tym, kto ma ciekawsze spoty wyborcze w telewizji, wyborcy nie chcą również obserwować walki na bilboardy, chcą usłyszeć merytoryczną debatę, przemawiają do nich argumenty programowe, a nie zdjęcia uśmiechniętych polityków. Internet, który jest ważnym źródłem informacji dla osób poniżej 35 roku życia stanowi doskonałe medium, aby młodych wyborców do siebie przekonać, a pominięcie go w strategii wyborczej może być gorsze w skutkach, niż sztabowcom kandydatów się wydaje. Wygląda na to, że 20 czerwca większość młodych ludzi uprawnionych do głosowania wybierze się szybciej na spacer niż do punktów wyborczych, chyba, że będzie padał deszcz. I to deszcz powinien być jedyną nadzieją kandydatów na to, że przeciętny wyborca poniżej 35 roku życia odda na nich swój głos.

Podziel się nami:
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Technorati
  1. Brak komentarzy
  1. Brak jeszcze trackbacków