Strona główna > Tomo Communication, Tomo Interactive > Uzależnienie od Internetu- chińska obsesja narodowa

Uzależnienie od Internetu- chińska obsesja narodowa

Dawno, dawno temu, był sobie „komputer”. Relatywnie szybko zyskał on sobie stałe miejsce w naszym życiu. Kolejne przywileje posypały się jeszcze prędzej. Zaczęliśmy go ze sobą wszędzie zabierać, przestając się z nim rozstawać choćby na chwilę- przecież w telefonie zajmuje tak mało miejsca. Teraz oglądamy przez komputer rzeczywistość, tagujemy sobie świat, zmniejszając zarazem przestrzeń i zacierając granice. Niebawem komputer stanie się integralnym elementem naszego wyposażenia, takim jak zegarek, czy okulary, bez których tracimy orientację i czujemy niepokój. Najlepiej będzie wszczepić sobie komputer, aby mieć absolutną pewność, że trafimy dzisiaj do pracy, bo bez Google Maps czujemy się bezradni. Czy postęp technologiczny jest dla nas zagrożeniem? Jeśli tak, to jak się na niego przygotować i czy należy z nim walczyć? W Chinach walczą, walczą w sposób, który mnie absolutnie przeraził. O obozach przetrwania dla uzależnionych od Internetu przeczytałam w „WIRED”. Niby poważny magazyn, ale może tym razem coś im się pomyliło?

Chiny to najszybciej rosnąca populacja Internautów, licząca obecnie 338 milionów osób. Skala użytkowania Internetu, całodobowe kawiarenki internetowe wielkości hangarów, czy 480 milionów kont założonych na platformie społecznościowej qq.com postrzegane są przez wielu Chińczyków, jako zagrożenie narodowe, z którym trzeba bezwzględnie walczyć. Doskonale wiemy o blokowaniu Googla, Youtuba i innych platform społecznościowych przez rząd, nie zdziwią nas nawet komandosi rządowi moderujący opinie w chińskim Internecie, ale obsesja ,z jaką Chiny walczą z uzależnionymi od Internetu nastolatkami szokuje. W 2004 roku rząd zamknął 16 000 kawiarenek ze względu na wysyp młodocianych przestępców inspirowanych grami komputerowymi. W 2007 roku firmy produkujące gry komputerowe zostały zobowiązane do nakładania na gry filtrów ochronnych, które nie pozwalały na kontynuowanie gry dłużej niż 3 godziny. Mniej więcej rok temu rząd rozpoczął dyskusję na temat zakwalifikowania uzależnienia od Internetu, jako dysfunkcji klinicznej. Najradykalniejszym zaś krokiem do tej pory jest wysyp obozów przetrwania, w których „wykwalifikowani” specjaliści mają za zadanie oduczyć nastolatków od Internetu.

Elektrowstrząsy, jak mówi jeden ze specjalistów od uzależnień: „ nie prowadzą do trwałego uszkodzenia mózgu, ale są bolesne, całkiem bolesne”. Pacjenci, którzy wyrobili tyle pompek i okrążeń bieżni, ile im narzucono, unikali lania. Jednak jak mówi 12 letni chłopiec „uzależniony” od Game Boya: „kłamią Ci, którzy mówią, że się nie bali”. Każdy z nowych pacjentów pierwszego dnia był prowadzony do sali powitalnej. Pozostali nie zwracali uwagi na dochodzące stamtąd krzyki, zdarzały się zbyt często, aby je zauważać. Jeden ze nowych obozowiczów został wezwany na „trening”, podczas gdy reszta poszła już spać. W ramach przewietrzenia głowy od wszechogarniającego zagrożenia internetowego, zmuszono go do biegania wokół boiska do koszykówki. Po 30 okrążeniach chłopiec padł ze zmęczenia. Terapeuta, w celu pobudzenia wymierzył w niego drewnianą nogą od krzesła, którą złamał na pacjencie. Poskutkowało, chłopiec znów wstał do biegu, jednak po chwili upadł ponownie. Tym razem oberwał krzesełkiem plastikowym. Zakrwawiony, przestraszony i błagający o litość został bez pomocy w miejscu zdarzenia. Dopiero po kilku godzinach zawołano karetkę, lecz pomoc nadeszła za późno, chłopak już nie żył. Całość zdarzenia miała ponoć kilkunastu świadków.

Około kilkunastu osób zostało aresztowanych za śmierć chłopca, zaś założyciel ośrodka dla uzależnionych od Internetu jak miało się później okazać, nigdy nie miał żadnych papierów uprawniających go do świadczenia usług terapeutycznych. Wydarzenie to wywołało lawinę informacji o podobnych historiach w innych obozach przetrwania. Rząd, który musiał stawić czoła medialnej nagonce, przystąpił do pracy nad wytycznymi dla tego rodzaju ośrodków.  Rodzicom chłopca wypłacono odszkodowanie za poniesione szkody.

Jak skomentować takie informacje? Nie jestem pewna. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że nie rozwój technologii mnie przeraża, ale człowiek i jego okrucieństwo.

Podziel się nami:
  • Facebook
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Twitter
  • Wykop
  • LinkedIn
  • Technorati
  1. Marcin
    Marzec 11th, 2010 at 23:50 | #1

    Mnie to już chyba nic nie zdziwi :/ tym bardziej w sprawie Chiny vs. prawa człowieka :/

  1. Brak jeszcze trackbacków